PORTAL KATOWICKI

INFORMACJE KULTURALNE

Menu

W krzywym zwierciadle

  • Dodano:
  • Kategoria: Wystawy
Sztuka współczesna potrafi nas zaskoczyć, rozśmieszyć, zasmucić, zszokować. W momencie, kiedy „w sztuce wszystko zostało już powiedziane" przed artystą staje trudna rola znalezienia dla siebie nowej drogi, nowego artystycznego języka. Poszukiwania te idą w różnych kierunkach, a wynik nie zawsze jest efektywny. Czasem jednak okazuje się, że artysta znalazł dla siebie tak idealne miejsce, że staje się osobą rozpoznawalną po swoim niecodziennym stylu.

Praca_nieistniejca_-_nagie_kobiety_haasujce_w_kpieliTaką właśnie osobą jest Jacques Lizène, którego wystawę możemy oglądać w galerii BWA w Katowicach jeszcze do 23 listopada br. Wystawa „Jacques Lizène. Remakes" jest indywidualnym zbiorem prac tego artysty, zaaranżowanym w ciekawy sposób. Wchodząc do galerii mamy wrażenie, że jesteśmy w jakimś magazynie, gdzie ktoś pozostawił rzeczy w nieładzie. Mamy wrażenie niedokończonej pracy nad wystawą, która jest dopiero przygotowywana. Obrazy leżą pod ścianą zamiast na niej wisieć, biało-czerwone taśmy odgradzają nas od części eksponatów, wszędzie leżą skrzynie, w których dzieła przyleciały do Katowic, a nawet jeden z obrazów, opakowany jest w folię bąbelkową i leży odwrócony do nas tyłem, oparty o ścianę. Nasze zdziwienie osiąga punkt kulminacyjny, gdy widzimy naprzeciw siebie tabliczkę z napisem, że „wystawa jest bylejaka" i podpisem samego artysty. Duży dystans nie tylko do sztuki, ale i do samego siebie cechuje bowiem każde dzieło, jakie przyjdzie nam tu zobaczyć.

Przechadzając się po wnętrzu galerii i oglądając kolejne eksponaty, jakie zostały tu sprowadzone przez tego belgijskiego artystę, mamy możliwość odbycia podróży przez całą historię sztuki światowej. Od antycznych rzeźb, przez średniowieczne wizerunki Madonn i afrykańskie maski plemienne, aż do ready-mades, instalacji wideo i malarstwa współczesnego. Wszystko zostało tu ze sobą zestawione w BWA2ciekawy i ironiczny sposób, pozwalający spojrzeć na kondycję sztuki oczami tego artysty. Z dużym poczuciem humoru podchodzi on do zastanego świata i wytyka mu błędy, nie pozostawiając na nim suchej nitki. Nie ma jednak zmiłowania dla nikogo i gra również z własnym wizerunkiem i swoją własną osobą. Wszystkie te prace, tak jak i cała wystawa, przywodzą nam na myśl dadaistyczne żarty, ich grę i zabawę ze sztuką w kotka i myszkę. Wszystko, co widzimy wydaje się bowiem być jednym wielkim żartem, który został wymyślony przez artystę, a my (wraz z całym BWA) daliśmy się na niego nabrać.

Humor prezentowanych prac jest jednak bardzo gorzki. Żadna praca nie jest przedstawiona w całości – wszystkie są podzielone na części i zestawione ze sobą w inteligentny, a jednocześnie dosyć kpiący sposób. Rzeźba greckiego herosa ma zamiast głowy afrykańska maskę, a zamiast nóg suknię Matki Boskiej. Jeden z antycznych rzeźbiarskich portretów ma iPoda zamiast oka. Krzesła są pocięte i zestawione ze sobą w stylu „néo – déco", jak nazywa go sam artysta. Jednak przez to, nie nadają się bynajmniej do siedzenia. Prace te nie mają tytułów. Jeśli już jakiś się pojawia, to jest napisany długopisem na wyrwanej z zeszytu kartce i przyklejony taśmą do ściany. Obrazy współczesnych malarzy kojarzonych z Katowicami bądź okolicami (w tym samego dyrektora BWA!), są powieszone na ścianie, obwiedzione czarną linką i podpisane „Koniec sztuki".

BWA1Świat przedstawiony w tym krzywym zwierciadle artystycznej rzeczywistości nie jest spójny. Rozsypuje się, a ktoś (chodzi oczywiście o artystów) próbuje posklejać go na siłę, co przynosi śmieszne wręcz skutki. Część elementów zagubiła się gdzieś w naszym wszechogarniającym pośpiechu, więc musiała zostać zastąpiona czym innym. W naszym świecie, gdzie wciąż sięga się do przeszłości, by ją cytować, zatraca się sens i logika. Łączenie na siłę wszystkiego, co kiedyś wydawało się sensowne, nie przynosi nic dobrego, a wręcz przeciwnie – naraża nas na śmieszność i niezrozumiały bełkot. Każda próba zaprowadzenie tu nowego ładu, kończy się tylko jeszcze większym chaosem i bałaganem. Dlatego świat jest trochę, jak ten magazyn, przez który przeleciał huragan i teraz nie ma kto tego posprzątać. Cały czas czeka na odpowiednią aranżację, zamiast przyjąć siebie takim, jakim jest.

Dawno nie było w BWA wystawy tak ciekawej i nieszablonowej, jak ta. Jacques Lizène jest niewątpliwie postacią, której udało się wnieść nieco zamętu w nasze szare i monotonne życie. Żartuje i kpi ze wszystkiego. Szydzi z czego tylko może. Wciąż się nabija. Jego śmiech nie jest jednak śmiechem, który należy odczytywać powierzchownie. Pod nim kryje się bowiem płacz nad kondycją naszego świata. W momencie, kiedy wszystko się już rozpadło, a próby naprawy poszły na marne – cóż pozostaje nam innego? Śmiejmy się więc.Miłosz Markiewicz

„Jacques Lizène. Remakes", Galeria Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach, 23 IX – 23 XI 2011;

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii w celach reklamowych, statystycznych oraz w celu dostosowania serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Korzystanie ze strony oznacza wyrażenie zgody na zapisywanie plików cookies w pamięci Twojej przeglądarki.
Więcej o naszej polityce prywatności oraz zmianie ustawień przeglądarki dowiesz się tutaj.