PORTAL KATOWICKI

INFORMACJE KULTURALNE

Menu

Zoom na Rondo

  • Dodano:
  • Kategoria: Wystawy
Niełatwo było w piątkowy wieczór wybrać katowiczanom, co mają robić. Cztery wernisaże w różnych punktach miasta, odbywające się w tym samym czasie, sprawiły że ludzie głodni sztuki musieli podzielić się na obozy. Być może to właśnie jest powodem, dla którego na wernisażu w Rondzie Sztuki zjawiło się jedynie kilkanaście osób.

ZOOMI śmiało można powiedzieć, że kto nie przyszedł na ten wernisaż i nie nadrobił tego jeszcze – stracił bardzo wiele. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że Galeria + jest miejscem mniej obleganym, niż główna galeria wystawiennicza Ronda. Być może dlatego, że nie zawsze umieszczane są tam prace na tyle wyśmienite, by móc konkurować z nazwiskami, jakie można podziwiać piętro niżej. Tym razem jednak, wchodząc do zaciemnionej przestrzeni na piętrze, spotykamy się z dziełami, które od razu sprawiają, że chcemy poznać je bliżej, że chcemy czerpać z nich więcej i więcej.

Aktualna wystawa łączy malarstwo Barbary Bigosińskiej z pracami Marka Rachwalika. I właśnie ta niezwykła synteza monochromatycznych grafik z soczyście kolorowymi obrazami wywołuje w widzu niesamowity wręcz efekt. Stojąc pośrodku ciemnej sali, otoczeni ze wszystkich stron dziwnymi wytworami umysłów artystów, nie wiemy od czego zacząć i „jak się za to zabrać". Spróbujmy więc po kolei:

Barbara_BigosinskaNiewielkie formatowo (chociażby w stosunku do obrazów) grafiki Rachwalika są wyraźnie przemyślanymi ilustracjami Świata, łączącego w sobie elementy organiczne ze zdobyczami myśli technicznej. Tak jak w otaczającej nas rzeczywistości, i tutaj biologia przenika się z techniką do tego stopnia, iż w pewnym momencie przestajemy zdawać sobie sprawę z tego, co jest naturalne, a co jest jedynie cybernetycznym tworem. Stojąc przed nimi dłużej i wpatrując się w nie, znajdujemy coraz to nowe elementy i detale, które wprawiają nas w jeszcze większe osłupienie. Zaskakuje to zwłaszcza w połączeniu z obrazami. Feeria barw i elementów, która uderza nas, kiedy podchodzimy do tych płócien sprawia, iż wydaje nam się, że artysta przesadził z ilością zawartych tam przedmiotów i przedstawień. Dopiero po chwili zdajemy sobie jednak sprawę, że każdy z tych elementów jest niezbędny w kreacji przedstawionego na obrazach Świata. Żywość i soczystość kolorów również jest tu niewypowiedzianie potrzebna. Rzeczywistość, którą możemy podziwiać na płótnach artysty jest jednocześnie zagmatwana, ciepła, sympatyczna, ale i odległa, wręcz kosmiczna. Wszystko to wydaje nam się skądś znane, ale jednocześnie jesteśmy pewni, że widzimy to po raz pierwszy. Panujący tam zamęt, który – tak, jak w naszym Świecie – jest wszechogarniający i nieprzenikalny, jest stałym elementem składowym życia, które wciąż gna do przodu nieprzejednane.

Dlatego tak dziwne wydaje się zderzenie tych prac z monochromatycznymi wręcz obrazami Bigosińskiej (na codzień projektantki), złożonymi z białych i czarnych płócien. Osiem kwadratów (cztery białe i tyleż czarnych), na których artystka za pomocą załamujących się linii tworzy Inny Świat, sprawia wrażenie pajęczyny zawieszonej w odległym wymiarze, która nie daje się zamknąć w ramy, i ucieka z jednego płótna, by – prześlizgując się na powierzchni naszej rzeczywistości [czyt. ściany] – za chwilę znaleźć się na drugim i tam również siać zamęt, od którego zaczyna boleć głowa. Przeładowanie zoom_rondoledwo dostrzegalnymi postaciami, czającymi się na nas w tle innych jej dzieł, sprawia że czujemy się trochę niepewnie i nieswojo. Niczym intruzi zaglądający tam, gdzie nie powinni. Dodatkowo, za każdym spojrzeniem, dostrzegamy coś innego i zaczynamy się zastanawiać, co też jeszcze mogą kryć obszary tych płócien. Chcemy się w nie zagłębiać i poznawać jeszcze bardziej i pełniej – a falujące na nich linie, wręcz zapraszają by wejść dalej. Tym bardziej zaskakuje informacja o tym, że obrazy, które możemy oglądać nie były wcześniej przemyślaną całością, a zostały stworzone z pewną improwizacyjną swobodą. Aż nie chce się w to wierzyć...

Podsumowując, mamy w Galerii + pamiątkę z podróży dwojga artystów do nieznanego wymiaru. Świat, który ujrzeli jest dla każdego z nich inny, chociaż można dostrzec tam pewne podobieństwa. Początkowy chaos, jaki ogarnia głowę widza po wejściu na salę zostaje powoli zastąpiony przez niedowierzanie, zaciekawienie i uznanie. Nie dziwi już zderzenie tak różnych wizji – jest ono wręcz teraz niemożliwe do rozdzielenia. Dawno nie było tak dobrej wystawy, na którą można chodzić nie raz, i za każdym razem odkrywać dla siebie coś zupełnie nowego. Dlatego, kto jeszcze nie był, powinien to szybko nadrobić. Zwłaszcza, że czasu pozostało niewiele.Miłosz Markiewicz

„ZOOM – wystawa Barbary Bigosińskiej i Marka Rachwalika"; Galeria ASP w Katowicach Rondo Sztuki, GALERIA + ; 14 X 2011 – 4 XI 2011;

 

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii w celach reklamowych, statystycznych oraz w celu dostosowania serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Korzystanie ze strony oznacza wyrażenie zgody na zapisywanie plików cookies w pamięci Twojej przeglądarki.
Więcej o naszej polityce prywatności oraz zmianie ustawień przeglądarki dowiesz się tutaj.