PORTAL KATOWICKI

INFORMACJE KULTURALNE

Menu

Orkiestra za Milian dolarów

  • Dodano:
  • Autor: Marek Lyszczyna
  • Kategoria: Koncerty

Milian-fot.JarzebinskiCzwartek 9 kwietnia 2015 roku wpisał się trwale w historię polskiej muzyki rozrywkowej i jazzu; swój benefis w Katowicach uroczyście obchodził nie kto inny, jak Jerzy Milian - legendarny muzyk, aranżer, dyrygent, twórca Orkiestry Rozrywkowej Polskiego Radia i Telewizji. Solista wibrafonista, uznany w Stanach Zjednoczonych za jednego z najwybitniejszych wirtuozów tego instrumentu. Przyjaciel i członek zespołu legend jazzu Krzysztofa Komedy i Jana Ptaszyna Wróblewskiego. Twórca wielu hitów czołowych polskich wykonawców muzyki rozrywkowej kilku dekad. Urodzony w Poznaniu, Ślązak z wyboru. Słowem – Jerzy Milian, którego osiemdziesiąte urodziny uczczono niezwykłym koncertem w katowickim Centrum Kultury im. Krystyny Bochenek.

Na tę okazję reaktywowano Orkiestrę Rozrywkową Polskiego Radia i Telewizji oraz zaproszono wielu solistów, których drogi kiedyś przecinały się z drogami jubilata. Na scenie zatem pojawił się m.in. Zbigniew Wodecki, Andrzej Dąbrowski, Ewa Śnieżanka, Alicja Majewska oraz Krzysztof Krawczyk.

Zanim jednak na scenie zwyciężyła muzyka, wieczór rozpoczęła część oficjalna. Jerzy Milian został uhonorowany specjalną nagrodą od Marszałka Województwa Śląskiego za zasługi w rozwoju kultury. Odczytano również listy i wręczono upominki od Prezydenta Miasta Katowice oraz ZAIKS-u. Kiedy dopełniono wszystkich honorów światła przygasły, przed nami pozostała jedynie wielogodzinna podróż przez historię polskiej muzyki rozrywkowej i jazzu.

Koncert, po krótkim intro w wykonaniu orkiestry (kompozycja Zakaz wjazdu) otworzył występ Zbigniewa Wodeckiego. Ten wszechstronny artysta pokazał dwa ze swoich licznych talentów - zaśpiewał polską wersją przeboju Clauda Françoisa (rozsławionego przez Franka Sinatrę jako My Way). Wszechstronny - to nie było przesadzone - bowiem po wymianie paru zdań na scenie Wodecki wziął do ręki skrzypce i zaprezentował jedną z bardziej energetycznych wersji Czardasza Vittorio Montiego, który przeszedł następnie płynnie w Dziewiąty Taniec Węgierski Johannesa Brahmsa. Oczywiście, kompozycja ta to absolutny evergreen i pole do popisu dla każdego skrzypka, ale w aranżacji oraz z towarzyszeniem Orkiestry Miliana była to naprawdę nowa jakość. Trochę jak słynna wersja utworu Carmina Burana w interpretacji Raya Manzarka, oczywiście toutes proportions gardées.

Wieczór poprowadzili Wioletta Rotter-Kozera oraz Dariusz Niebudek. Para prezenterów zasiadła wraz z czcigodnym jubilatem przy stoliku na scenie, prowadząc ciekawą opowieść o życiu Jerzego Miliana - a zarazem o sporym kawałku historii polskiej muzyki. Nie zabrakło również pikantniejszych anegdot oraz zabawnych wspomnień. Taka formuła była bardzo dobrze dobrana, bowiem opowieści były krótkie, celne i doskonale urozmaicały muzyczną ucztę.

Występy solistów przeplatane były medleyami światowych przebojów w aranżacji Jerzego Miliana. Po występie Zbigniewa Wodeckiego orkiestra zagrała taką wiązankę, a potem na scenie pojawiła się niezwykła, bardzo charyzmatyczna para. Myślę oczywiście o Alicji Majewskiej i Włodzimierzu Korczu. Piosenkarka, w świetnej formie, wykonała (niestety!) jedynie dwa utwory – To nie sztuka wybudować nowy dom oraz Odkryjemy miłość nieznaną. Zabrakło jedynie Jeszcze się tam żagiel bieli....

Następnie na scenie pojawił się Andrzej Dąbrowski – nie zabrakło więc hitu Do zakochania jeden krok oraz popisowej wersji piosenki Irvinga Gordona Unforgettable – z doskonałym a cappella imitującym dźwięki puzonu. Beatboxerzy mogliby się uczyć.

Podsumowaniem – credo artystycznej drogi Jerzego Miliana mogłyby być słowa piosenki Edith Piaf zaśpiewane brawurowo przez Ewę Śnieżankę. Non, je ne regrette rien. Niczego nie żałuję.

Na sam koniec części artystycznej wystąpił Krzysztof Krawczyk – w dobrej formie, potężnym głosem odśpiewał swoje największe przeboje. W tym słynny Parostatek, do którego muzykę napisał, o czym pewnie wie niewielu, nie kto inny jak Jerzy Milian.

Można by przy okazji tego benefisu snuć również gorzkie refleksje nad losem reaktywowanej na ten jeden dzień Orkiestry Rozrywkowej Polskiego Radia i Telewizji, zlikwidowanej na początku lat dziewięćdziesiątych. Sam Mistrz podsumował to krótko: Gdy wesele się nie udaje, pierwsza obrywa orkiestra. A gdy orkiestrę już przegnano, weselnicy rozjechali się po świecie, można wyremontować remizę za unijne pieniądze. Tylko czy ktoś w niej jeszcze kiedyś zagra Mendelssohna?

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii w celach reklamowych, statystycznych oraz w celu dostosowania serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Korzystanie ze strony oznacza wyrażenie zgody na zapisywanie plików cookies w pamięci Twojej przeglądarki.
Więcej o naszej polityce prywatności oraz zmianie ustawień przeglądarki dowiesz się tutaj.