PORTAL KATOWICKI

INFORMACJE KULTURALNE

Menu

Henryk Mikołaj Górecki in Memoriam

  • Dodano:
  • Autor: Adam Andrysek
  • Kategoria: Muzyka
Trudno uwierzyć, że od śmierci Henryka Mikołaja Góreckiego minął już rok. Dokładnie w pierwszą rocznicę śmierci, 12 listopada, w Centrum Kultury Katowice im. Krystyny Bochenek odbył się koncert upamiętniający osobę wybitnego polskiego kompozytora, połączony z wernisażem wystawy "Henryk Mikolaj Górecki, artysta – człowiek szczęśliwy".

Gorecki_in_memoriam2Zarówno dobór repertuaru, jak i wykonawców, których dane mi było wysłuchać wspomnianego wieczoru, nie był przypadkowy. Tylko cztery utwory, jednak każdy z nich niezwykle znaczący. Wykonali je pianistka oraz kwartet smyczkowy: pięć, jakże niezwyczajnych, by nie rzec – nadzwyczajnych osobowości. Dwa utwory zagrała na fortepianie córka zmarłego kompozytora, Anna Górecka; pozostałe kompozycje – Kwartet Śląski. Na temat kunsztu wykonawczego i wrażliwości muzycznej wspomnianych artystów można pisać wiele i byłyby to oczywiście słowa jak najbardziej zasłużone; pozwolę sobie jednak nie przybliżać ich dotychczasowych sukcesów, skupiając się tylko i wyłącznie na czterech kompozycjach, które zabrzmiały w sali koncertowej CK Katowice.

"Dokonać zmian, respektując tradycję miejsca" - rozmowa z dyrektorem Gliwickiego Teatru Muzycznego, Pawłem Gabarą

  • Dodano:
  • Autor: PK
  • Kategoria: Muzyka

Trwa przerwa urlopowa. W większości placówek kulturalnych widać „sezon ogórkowy". Co to oznacza jednak dla artystów przygotowujących się do nowego sezonu artystycznego? Czy rzeczywiście cieszą się przerwą wakacyjną? Gliwicki Teatr Muzyczny już we wrześniu najbliższy sezon rozpocznie aż trzema premierami!!! Nie dajmy się zatem zwieść pozorom – "nasz" okres wypoczunku tak naprawdę dla większości artystów jest okresem ciężkiej i wytężonej pracy. Szczególnie, jeśli przypada w okresie jubileuszu...

 

Gloria-Artis_5Jubileusz Gliwickiego Teatru Muzycznego... Wcześniej podsumował Pan już zakończony sezon, jak i przedstawił plany na najbliższe miesiące. "Dwa teatry" – skąd taka nazwa?
Termin ten pojmujemy wielopłaszczyznowo – dosłownie w sensie dwóch budynków teatralnych, czyli Teatru Viktoria przy Alei Przyjaźni oraz dawnego Domu Strzeleckiego - sceny przy Nowym Świecie. Ale „Dwa teatry" to także teatr muzyczny i teatr dramatyczny (naturalnie teatr dramatyczny nie jest naszą główną domeną, ale świadomie właśnie takie zespoły także zapraszamy). Dwa teatry to również teatr klasyczny i "poszukujący", teatr polski, jak i ten mający swoje tradycje w kulturze niemieckiej - bardzo silnej i ważnej w tym mieście... Tych płaszczyzn jest dużo, dużo więcej...

 

Czytaj więcej...

Don Carlos... bez Carlosa

  • Dodano:
  • Autor: Ireneusz Szczepaniak
  • Kategoria: Muzyka

Po pięćdziesięciu sześciu latach na scenę Opery Bytomskiej powróciła opera "Don Carlos" Giuseppe Verdiego. Z niecierpliwością czekaliśmy na premierę, bo to przecież jedno z najbardziej uznanych (i zarazem trudnych do wykonania) dzieł włoskiego kompozytora. Decyzja o jego wystawieniu sugerowała zatem, że zespół bytomski gotowy jest na jego realizację.

Filip_i_InkwizytorPomińmy historię powstania opery, jej modyfikacje, kontekst historyczny libretta etc. – o tym pisaliśmy już wcześniej. Teraz skupmy się na najnowszej produkcji.

Realizację przedstawienia Dyrekcja powierzyła Waldemarowi Zawodzińskiemu (reżyseria i scenografia) i Janinie Niesobskiej (choreografia i ruch sceniczny). Od strony muzycznej nad całością czuwał sam dyrektor artystyczny, Tadeusz Serfain.

Waldemar Zawodziński ma na swoim koncie wiele realizacji operowych. Spośród licznych nagród i odznaczeń, jakie wcześniej otrzymał, część z nich przyznana była właśnie za przedstawienia muzyczne. Doświadczeń w reżyserowaniu dzieł operowych ma sporo.

Czytaj więcej...

Rozmowa z Krystyną Kujawińską

  • Dodano:
  • Autor: Ireneusz Szczepaniak
  • Kategoria: Muzyka
W ubiegłym tygodniu, w ramach Festiwalu G.G.Gorczyckiego, Opera Śląska zaprezentowała arcydzieło sztuki operowej: "Aidę" Giuseppe Verdiego. Opera ta wielu melomanom kojarzy się z nazwiskiem Krystyny Kujawińskiej - polskiej sopranistki, która partię tę kreowała wielokrotnie w teatrach polskich, jak i zagranicznych. Nie wszyscy jednak wiedzą, że swoją karierę rozpoczynała właśnie w Bytomiu. Artystka, która wycofała się już z czynnego życia zawodowego, zgodziła się podzielić swoimi wspomnieniami z naszymi Internautami.
Arabella_Bytom

Arabella - Opera Śląska

Jest Pani rdzenną Kaliszanką i tam rozpoczynała Pani naukę muzyki. Wyższą Szkołę Muzyczną kończyła Pani natomiast w Poznaniu. Jak to się stało, że pierwsze lata Pani kariery śpiewaczej związane były ze sceną w Bytomiu?

By odpowiedzieć na to pytanie muszę cofnąć się do okresu nauki. Przede wszystkim – kończąc średnią szkołę muzyczną w klasie Pani Jaroszowej absolutnie nie wiązałam swojego życia ze śpiewaniem! Tak naprawdę zostałam poniekąd zmuszona, by pojechać do Poznania na egzaminy wstępne do Akademii Muzycznej (wtedy jeszcze Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej).Po cichu liczyłam jednak, że nie zostanę przyjęta. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że znalazłam się w małej grupce przyszłych studentów wydziału wokalnego! Dzisiaj brzmi to może zabawnie, ale wtedy byłam zaskoczona do tego stopnia, że będąc już na dworcu kolejowym wróciłam na uczelnię, by jeszcze raz sprawdzić listę.

Cyganeria_Bytom

Cyganeria - Opera Śląska

Dlaczego zatem Bytom, a nie Poznań?
Po kolei. Zostałam przyjęta do klasy pani Falan Zielińskiej, świetnej śpiewaczki, która była zarazem wspaniałym pedagogiem. Różniłyśmy się jednak charakterami i temperamentem, i to wpływało, niestety, na relację pedagog – student. Po trzech latach zmieniłam pedagoga. Na moją decyzję miał także wpływ Albin Fechner – uważał, że jestem "rasowym" sopranem na duże partie Verdiego, Pucciniego itp. Tymczasem, przez trzy pierwsze lata, byłam prowadzona jako mezzosopran...

Trudno uwierzyć, że przyszła Turandot, Aida, Angelica, Elżbieta postrzegana była jako mezzosopran...
Sama byłam tym przerażona... Płakałam na początku - nie chciałam zmian, bo to wiązało się ze zmianą całego sposobu nauki. W trudnym momencie pomogła mi żona profesora Fechnera (także śpiewaczka), u której miałam kilka lekcji i która zdecydowanie potwierdziła, że jestem sopranem.
Na egzaminie komisja wręcz osłupiała, gdy zaśpiewałam Toskę, Halkę i inne dramatyczne arie sopranowe. Mówiono: "to niemożliwe...". A jednak... Okazuje się, że cuda się zdarzają, tylko trzeba trafić na dobrego pedagoga. Po latach stwierdzam, że wiele zależy właśnie od tego, na kogo się trafi na początku...
Prof. Fechner, chcąc upewnić mnie w swojej decyzji, zwołał kiedyś konsylium, na które zaprosił artystów z Opery. Sławomir Żerdzicki (w którego realizacjach wielokrotnie później śpiewałam) powiedział: "to jest rasowa Tosca". Życie pokazało, że miał rację.

Halka_Poznan_Grazyna_Wyszomirska

Halka - Teatr Wielki w Poznaniu, fot. G. Wyszomirska

A dlaczego Bytom? To poniekąd także była decyzja wynikająca z przyjaznej rady profesora. W Operze Poznańskiej było wiele sopranów. Znając brutalne życie teatralne "od zaplecza" poradził mi, bym postarała się o etat w Bytomiu – bo tam byli dobrzy fachowcy, dobrzy dyrygenci, a przede wszystkim dyrektor, Napoleon Siess, który doskonale wiedział, jak rozsądnie obsadzać śpiewaków, by nie niszczyć im głosu... I po raz kolejny miał rację. W Bytomiu wcale nie rozpoczynałam od razu jako np. Halka, tylko śpiewałam partię Zofii. Dopiero później była Magdalena w "Andrea Chénier", Mimì w "Cyganerii", Małgorzata w "Fauście". I praktycznie wszystkie pozostałe partie w operach, które pojawiały się na tamtejszych afiszach.

Dla młodej śpiewaczki, która niedawno opuściła mury uczelni, była to wymarzona chyba sytuacja. Zdecydowała się jednak Pani na zmianę...
Pewnego dnia Mieczysław Nowakowski zaprosił mnie do Poznania – trzeba było zastąpić chorą Barbarę Zagórzankę. Po przedstawieniu zaprosił mnie do gabinetu i zaproponował przejście do Poznania. Odmówiłam. W Bytomiu było mi dobrze, nie bardzo wiedziałam, po co miałabym zmieniać miejsce i pchać się w przysłowiową "paszczę krokodyla"... Zdziwiony zaproponował podwójną gażę, ale – ku Jego zdziwieniu - także odmówiłam (zawsze uważałam, że sztuki nie mierzy się pieniędzmi). Odchodząc powiedział, że ma możliwość angażowania nowych solistów do końca maja, więc jeśli zmienię zdanie ...
Nawet o tym nie myślałam. Kiedyś wspomniałam jednak o tym mojej koleżance – a było to już pod koniec maja. Poszła na pocztę i bez mojej wiedzy wysłała telegram do Poznania z informacją, że się zgadzam.


 

Falstaff_Bytom

Falstaff - Opera Śląska

Czyli tak rozpoczęła się przygoda z Poznaniem...
Dokładnie. Przyjechałam do Poznania. Tam wiele się działo, przyjeżdżali impresariowie spoza Polski. Pamiętam, przygotowywaliśmy nową produkcję "Giocondy". Na jednej z prób obecny był manager z Glyndebourne. Zaproponował mi występ w "Idomeneo" Mozarta. Byłam zszokowana. Ale nauczyłam się partii i pojechałam. Była to partia Elektry. Chyba się podobałam, skoro w następstwie zaproszono mnie później do Paryża... I tak rozpoczęło się jeżdżenie po świecie...

Poza stałym angażem w Bytomiu i Poznaniu była także Warszawa...
Tak, zaprosił mnie Robert Satanowski. W tym przypadku nie byłam jednak przekonana, że przejście do Warszawy będzie dobrą decyzją. Pozostałam więc na etacie w Poznaniu będąc równocześnie zaangażowaną na rok w Warszawie. Po upływie roku wróciłam do Poznania. Dyrektor Satanowski nigdy do nikogo nie dzwonił – do mnie telefonował kilkakrotnie nalegając na powrót do Warszawy. Ale zgodziłam się już wyłącznie na gościnne występy. Chciałam śpiewać, a nie tracić siły na lokalne gierki...

Andrea_Chenier_Bytom

Andrea Chénier - Opera Śląska

Ostatecznie pozostała Pani wierna Poznaniowi...
Kiedyś Robert Satanowski nie dał mi zgody na występ w Poznaniu, bo uważał, że byłam potrzebna na próbie "Don Carlosa" w Warszawie. Dyrektor Dondajewski w Poznaniu mocno się zdenerwował i postawił mi ultimatum: "albo albo". Wybrałam Poznań i ostatecznie wszystko dobrze się skończyło.

Gioconda_Poznan_Grazyna_Wyszomirska

Gioconda - Teatr Wielki w Poznaniu, fot. G.Wyszomirska

Pretekstem do naszej rozmowy była bytomska "Aida". Jakie są Pani doświadczenia związane z tą partią?
Pierwszą Aidę śpiewałam w Poznaniu, w reżyserii Sławomira Żerdzickiego. Ale tak naprawdę najpiękniejszą Aidą była dla mnie ta z Fiorenzą Cossotto, którą śpiewałam w Hamburgu. Nie potrafię opisać zdenerwowania, jakie mi wtedy towarzyszyło – był to występ w tytułowej partii z największymi śpiewakami światowych scen. Bardzo się denerwowałam! I wtedy nagle Cossotto podeszła do mnie, ucałowała i powiedziała: „Che bella voce". I tym przyjaznym gestem całkowicie rozładowała napięcie.

W Poznaniu do dzisiaj wspomina się pewne "galowe" przedstawienie "Aidy", w którym główną partię miała śpiewać gwiazda z Brazylii. Przedstawienie rozpoczęło się normalnie, ale przerwa po pierwszym akcie trwała na tyle długo, że publiczność zaczynała się zastanawiać, w czym problem...

Po pierwszym akcie dyrektor stwierdził, że do większego skandalu nie można już dopuścić. Pojechano więc po mnie. A że mieszkam poza Poznaniem trochę czasu to zajęło. Poza tym musiałam się przecież przygotować do wejścia na scenę, ucharakteryzować i rozśpiewać.
Było to stresujące, ale gdy w akcie drugim wyszłam na scenę publiczność przywitała mnie brawami na stojąco...

O trudnościach w interpretacji partii Aidy nie będziemy teraz rozmawiać – bo to temat na zupełnie inną rozmowę. Wiele śpiewaczek twierdzi jednak, że napisana przez Verdiego tzw. "aria nad Nilem" jest dla sopranu zabójcza – po wielkim, dramatycznym drugim akcie, nagle trzeba zaprezentować liryzm, piana i wysokie "c" na pianissimo...

Aida_BruxellesPo I i II akcie śpiewak jest tak rozśpiewany, że aria nad Nilem powinna być dla niego "koroną". Ja zawsze czekałam na tę arię. Bo w niej są wszystkie emocje. Jeśli śpiewak nie potrafi ich oddać, nie powinien nigdy śpiewać tej partii.

Wiąże się to nierozerwalnie z opanowaniem tzw. warsztatu śpiewaczego – a ten ma Pani opanowany do perfekcji...

Śpiewałam masę przedstawień. Jeden z moich fanów policzył, że np. Turandot śpiewałam ponad 70 razy, czyli więcej, niż Callas. Giuseppina Strepponi, żona Verdiego, śpiewała Abigail 30 razy - ja ponad 150. Teraz się tym chwalę. Bo dostałam od Nieba dar – nigdy się nie męczyłam, śpiewanie sprawiało mi ogromną radość, cieszyłam się, gdy mogłam wyjść na scenę... 

(fotografie z prywatnego archiwum Artystki)

 Ireneusz Szczepaniak

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii w celach reklamowych, statystycznych oraz w celu dostosowania serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też korzystać z nich współpracujący z nami reklamodawcy oraz firmy badawcze.

Korzystanie ze strony oznacza wyrażenie zgody na zapisywanie plików cookies w pamięci Twojej przeglądarki. Więcej o naszej polityce prywatności oraz zmianie ustawień przeglądarki dowiesz się tutaj.