PORTAL KATOWICKI

INFORMACJE KULTURALNE

Menu

Rozmowa z Krystyną Kujawińską

  • Dodano:
  • Kategoria: Muzyka

Spis treści

W ubiegłym tygodniu, w ramach Festiwalu G.G.Gorczyckiego, Opera Śląska zaprezentowała arcydzieło sztuki operowej: "Aidę" Giuseppe Verdiego. Opera ta wielu melomanom kojarzy się z nazwiskiem Krystyny Kujawińskiej - polskiej sopranistki, która partię tę kreowała wielokrotnie w teatrach polskich, jak i zagranicznych. Nie wszyscy jednak wiedzą, że swoją karierę rozpoczynała właśnie w Bytomiu. Artystka, która wycofała się już z czynnego życia zawodowego, zgodziła się podzielić swoimi wspomnieniami z naszymi Internautami.
Arabella_Bytom

Arabella - Opera Śląska

Jest Pani rdzenną Kaliszanką i tam rozpoczynała Pani naukę muzyki. Wyższą Szkołę Muzyczną kończyła Pani natomiast w Poznaniu. Jak to się stało, że pierwsze lata Pani kariery śpiewaczej związane były ze sceną w Bytomiu?

By odpowiedzieć na to pytanie muszę cofnąć się do okresu nauki. Przede wszystkim – kończąc średnią szkołę muzyczną w klasie Pani Jaroszowej absolutnie nie wiązałam swojego życia ze śpiewaniem! Tak naprawdę zostałam poniekąd zmuszona, by pojechać do Poznania na egzaminy wstępne do Akademii Muzycznej (wtedy jeszcze Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej).Po cichu liczyłam jednak, że nie zostanę przyjęta. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że znalazłam się w małej grupce przyszłych studentów wydziału wokalnego! Dzisiaj brzmi to może zabawnie, ale wtedy byłam zaskoczona do tego stopnia, że będąc już na dworcu kolejowym wróciłam na uczelnię, by jeszcze raz sprawdzić listę.

Cyganeria_Bytom

Cyganeria - Opera Śląska

Dlaczego zatem Bytom, a nie Poznań?
Po kolei. Zostałam przyjęta do klasy pani Falan Zielińskiej, świetnej śpiewaczki, która była zarazem wspaniałym pedagogiem. Różniłyśmy się jednak charakterami i temperamentem, i to wpływało, niestety, na relację pedagog – student. Po trzech latach zmieniłam pedagoga. Na moją decyzję miał także wpływ Albin Fechner – uważał, że jestem "rasowym" sopranem na duże partie Verdiego, Pucciniego itp. Tymczasem, przez trzy pierwsze lata, byłam prowadzona jako mezzosopran...

Trudno uwierzyć, że przyszła Turandot, Aida, Angelica, Elżbieta postrzegana była jako mezzosopran...
Sama byłam tym przerażona... Płakałam na początku - nie chciałam zmian, bo to wiązało się ze zmianą całego sposobu nauki. W trudnym momencie pomogła mi żona profesora Fechnera (także śpiewaczka), u której miałam kilka lekcji i która zdecydowanie potwierdziła, że jestem sopranem.
Na egzaminie komisja wręcz osłupiała, gdy zaśpiewałam Toskę, Halkę i inne dramatyczne arie sopranowe. Mówiono: "to niemożliwe...". A jednak... Okazuje się, że cuda się zdarzają, tylko trzeba trafić na dobrego pedagoga. Po latach stwierdzam, że wiele zależy właśnie od tego, na kogo się trafi na początku...
Prof. Fechner, chcąc upewnić mnie w swojej decyzji, zwołał kiedyś konsylium, na które zaprosił artystów z Opery. Sławomir Żerdzicki (w którego realizacjach wielokrotnie później śpiewałam) powiedział: "to jest rasowa Tosca". Życie pokazało, że miał rację.

Halka_Poznan_Grazyna_Wyszomirska

Halka - Teatr Wielki w Poznaniu, fot. G. Wyszomirska

A dlaczego Bytom? To poniekąd także była decyzja wynikająca z przyjaznej rady profesora. W Operze Poznańskiej było wiele sopranów. Znając brutalne życie teatralne "od zaplecza" poradził mi, bym postarała się o etat w Bytomiu – bo tam byli dobrzy fachowcy, dobrzy dyrygenci, a przede wszystkim dyrektor, Napoleon Siess, który doskonale wiedział, jak rozsądnie obsadzać śpiewaków, by nie niszczyć im głosu... I po raz kolejny miał rację. W Bytomiu wcale nie rozpoczynałam od razu jako np. Halka, tylko śpiewałam partię Zofii. Dopiero później była Magdalena w "Andrea Chénier", Mimì w "Cyganerii", Małgorzata w "Fauście". I praktycznie wszystkie pozostałe partie w operach, które pojawiały się na tamtejszych afiszach.

Dla młodej śpiewaczki, która niedawno opuściła mury uczelni, była to wymarzona chyba sytuacja. Zdecydowała się jednak Pani na zmianę...
Pewnego dnia Mieczysław Nowakowski zaprosił mnie do Poznania – trzeba było zastąpić chorą Barbarę Zagórzankę. Po przedstawieniu zaprosił mnie do gabinetu i zaproponował przejście do Poznania. Odmówiłam. W Bytomiu było mi dobrze, nie bardzo wiedziałam, po co miałabym zmieniać miejsce i pchać się w przysłowiową "paszczę krokodyla"... Zdziwiony zaproponował podwójną gażę, ale – ku Jego zdziwieniu - także odmówiłam (zawsze uważałam, że sztuki nie mierzy się pieniędzmi). Odchodząc powiedział, że ma możliwość angażowania nowych solistów do końca maja, więc jeśli zmienię zdanie ...
Nawet o tym nie myślałam. Kiedyś wspomniałam jednak o tym mojej koleżance – a było to już pod koniec maja. Poszła na pocztę i bez mojej wiedzy wysłała telegram do Poznania z informacją, że się zgadzam.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii w celach reklamowych, statystycznych oraz w celu dostosowania serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Korzystanie ze strony oznacza wyrażenie zgody na zapisywanie plików cookies w pamięci Twojej przeglądarki.
Więcej o naszej polityce prywatności oraz zmianie ustawień przeglądarki dowiesz się tutaj.