PORTAL KATOWICKI

INFORMACJE KULTURALNE

Menu

Jazz i klasyka - rozmowa z Ewą Urygą

  • Autor: Marek Lyszczyna
  • Kategoria: Muzyka

Ewa UrygaMarek Lyszczyna: Spotykamy się w Filharmonii Śląskiej, żeby porozmawiać o nowym cyklu "Jazz i Klasyka", który rusza 6 września. Zanim jednak przejdziemy do tego tematu, chciałbym się cofnąć do pewnego marcowego wieczoru w Kinoteatrze Rialto w Katowicach... Koncertu ku pamięci Jana Kyksa Skrzeka.
Ewa Uryga: To dla mnie była nagła i niesamowita sytuacja... znałam długo Jasia, wiele też przeszliśmy, niektóre fragmenty życia razem. Jasiu to jest dla mnie przykład bardzo prawdziwego człowieka, to znaczy takiego, który nikogo nie udaje, nikogo nie gra i wszyscy naprawdę go kochali, bo ludzie czują prawdę. Pamiętam jak pojechałam do niego na próbę, i mówię: Jasiu co ja mam śpiewać? A on mi odpowiada: a ja nie wiym, to wymyśl se dziołcha coś, śpiwoj tekst też se coś wymyśl... Nie wiem co mam powiedzieć, kochałam go i nadal go kocham, wierzę, że on patrzy gdzieś na nas z góry...

Marek Lyszczyna: I w taki sposób powstała płyta Modlitwa bluesmana w pociągu?
Ewa Uryga: Tak, on po prostu napisał płytę o sobie, setka wódki i piwo, ciągle w pociągu, ciągle w przeciągu. Nałogi nie są dobre i warto by z nich wyjść, ale w nim była mimo to pełna dobroć. Nie ma chyba człowieka, który by mu życzył źle, chociaż pewnie jak każdy, też miał chwile, które chciałby wyciąć.

Marek Lyszczyna: To chyba jego najlepsza płyta. Jak Pani wspomina ten czas, gdy była nagrywana?
Ewa Uryga: Uczestniczyłam w niej trochę z boku, rzadko śpiewam chórki, ale ze względu na Jasia się zgodziłam. Pracując i będąc przy człowieku takim jak on, nie tylko uczymy się muzyki, ale też uczymy się od człowieka. Lubię obserwować ludzi, relacje, itd. Każdy człowiek jest inny. Zawsze to podkreślam, że kocham Pana Boga, który jest niesamowity także dlatego, że stwarza takich wspaniałych ludzi. Każdy człowiek to jest przesłanie, nie ma dwóch takich samych ludzi. Jasio to także takie przesłanie, patrzenie z pozytywnego punktu widzenia. Każdy nosi w sobie piękno, nawet ten który czyni źle, zbłądził itp. Byłam wielokrotnie świadkiem przemieniania się ludzkich zachowań. Kiedy człowiek jest sam świadkiem takich przełomów, to daje wiele do myślenia.

Marek Lyszczyna: Jan Skrzek nie doczekał wielkiego koncertu z orkiestrą symfoniczną. A przed nami cykl The meeting: classic&jazz.
Ewa Uryga: Mam nadzieję, zawsze o tym marzyłam, i choć ta propozycja przyszła niespodziewanie, to nosiłam ten pomysł w sercu od lat. Zdaję sobie sprawę, że istnieje w świecie dużo projektów klasyczno- jazzowych, ale zadaje sobie pytanie, czy to nie zostało zarezerwowane dla mojej osoby...[śmiech] Dotychczas nikt nie skoncentrował tego w formie festiwalu, czego ja bym bardzo chciała dokonać. Kiedy nawiązuje się do historii jazzu, widać że w pewnym momencie zaczyna się czerpać inspiracje z rożnych źródeł, to zaczyna się niewyczerpany ocean. Tutaj są dwa aspekty: muzyka klasyczna w jazzowej instrumentacji, aranżacji - i odwrotnie jazz okraszony symfonicznym brzmieniem.
Zawsze się fascynowałam historią jazzu. Zawsze również kochałam Amerykę. Kiedy pierwszy raz wysiadłam z samolotu, z Piotrem Wojtasikiem, zobaczyłem Nowy Jork, zobaczyłam tych wszystkich ludzi, przeróżnych ludzi, powiedziałam sobie: jestem w domu. To jest piękne, ten pochodzi stąd, ten stamtąd, i widać to również w historii jazzu, widać też rozwój. I mam nadzieje, że będziemy mogli przybliżyć ten ocean brzmienia.
Ponadto mnóstwo rzeczy w sztuce jest nieodkrytych, tyle rzeczy ciągle się rozwija. W przyszłości chciałabym stworzyć konkurs na aranżacje. Konkursy są twórcze, dają większe pole do manewru.

Marek Lyszczyna: Zastanawiam się też, jak podejdą do tego słuchacze wywodzący się z obu środowisk. Często przyzwyczajeni do swojej ulubionej estetyki.
Ewa Uryga: Powiem ze swojego doświadczenia - mam wrażenie, że bardzo często ludzie przychodzili po koncercie i mówili: ja w ogóle nie słucham takiej muzyki, ale ten koncert - to było naprawdę świetne. Trzeba mieć pewne wyczucie. Ludzie nie muszą się znać, ale mają wyjść nakarmieni muzyką, naładowani pozytywną energią. Ktoś powie: najważniejsze jest to, że ja muszę mieć co włożyć do gara. Owszem, ale sfera duchowa jest równie ważna. Trzeba nalać benzyny, żeby jechać, ale nie można lekceważyć sfery duchowej. Jak inaczej wytłumaczyć bowiem fakt, że np. niewolnicy wspomagali się muzyką. Ona musiała im dawać niesamowitą siłę. Czasem można sięgnąć po bardzo drastyczne przykłady, kiedy w czasie wojny ludzie nie mieli wyżywienia, ale przetrwali dzięki muzyce, dzięki duchowości. To pozwoliło im przetrwać. Sztuka po prostu pozwala nam przetrwać codzienność, bez względu na to, jak bardzo jest ona tragiczna.

Ewa Uryga1Marek Lyszczyna: W pełni się zgadzam. Zastanawiam się jeszcze, jak współżyją ze sobą oba te środowiska, ale tym razem nie w sensie słuchaczy ale twórców. Wydział Jazzu na katowickiej Akademii Muzycznej znajduje się tuż obok wydziału, na którym studiują adepci muzyki klasycznej.
Ewa Uryga: No cóż... W czasie studiów bywało rożnie, ale mam nadzieję, że to się zmieni. Klasycy się czasem odgradzali. Ale muszę powiedzieć, że pierwszy mój koncert tego typu odbył się tutaj - w Filharmonii Śląskiej. To był koncert walentynkowy pod tytułem love songs, od tego się wszystko zaczęło.. Teraz sobie również przypomniałam, że pierwsze moje kroki w śpiewaniu to było śpiewanie klasyczne. A potem pojawił się w moim życiu sport... To była trochę taka walka, sport czy muzyka... Zresztą wielu artystów w swoim życiu łączy te aktywności, na przykład Tomas Sanchez trenował lekkoatletykę... Ukujmy nowe powiedzenie: w zdrowym ciele artystyczny duch...[śmiech].

Marek Lyszczyna: Z drugiej strony, klasycy coraz częściej dokonują fuzji z gatunkami bardziej odległymi od własnej estetyki niż jazz - na przykład z hip-hopem.
Ewa Uryga: Zauważyłam, że to jest ostatnio po prostu modne.. Teraz czas na jazz. W Polsce nie ma takiego festiwalu, być może jest gdzieś w świecie. Mam nadzieje, że dzieje się coś fajnego i coś fajnego się z tego rozwinie, że będzie przychodzić dużo młodych i starych, i że okaże się, że żyjemy w dobie, gdzie jest zapotrzebowanie na dobrą muzykę. Wiele jest jeszcze do odkrycia. Nikt nie wypromował jeszcze na przykład muzyki Wassowskiego i Przybory w aranżacji symfonicznej. Chciałabym tym zainteresować TVP Kulturę. Chciałabym też, żeby jeden z koncertów w tym cyklu był międzynarodowy.

Marek Lyszczyna: Jak Pani widzi przyszłość muzyki jazzowej? Wspólny los z muzyką klasyczną jest taki, że jest go coraz mniej w mediach głównego nurtu, przez to coraz mniej w społeczeństwie.
Ewa Uryga: Może to połączenie da nam coś nowego... Historia jazzu, bluesa, gospel czy właściwie negro spiritual (trzeba to rozgraniczyć - gospel to nowoczesna, przetworzona forma negro spiritual) pokazuje, że kiedy coś się łączy, coś się dzieje, to z tego całego mixu zawsze wyłania się coś pozytywnego.

Marek Lyszczyna: Dziękuję bardzo za rozmowę.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii w celach reklamowych, statystycznych oraz w celu dostosowania serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też korzystać z nich współpracujący z nami reklamodawcy oraz firmy badawcze.

Korzystanie ze strony oznacza wyrażenie zgody na zapisywanie plików cookies w pamięci Twojej przeglądarki. Więcej o naszej polityce prywatności oraz zmianie ustawień przeglądarki dowiesz się tutaj.