PORTAL KATOWICKI

INFORMACJE KULTURALNE

Menu

Moje organy to moja orkiestra – rozmowa z Wojciechem Różakiem, dyrektorem Międzynarodowego Festiwalu Dni Muzyki Organowej

  • Dodano:
  • Autor: Marek Lyszczyna
  • Kategoria: Muzyka

rozakMarek Lyszczyna: W zeszłym roku w Gliwicach odbyła się dwudziesta piąta edycja Międzynarodowego Festiwalu Dni Muzyki Organowej. Zapewne była to okazja do świętowania jubileuszu. Obecna edycja była okazją do spokojnego podsumowania tego ćwierćwiecza?
Wojciech Różak: Myślę, że tak, aczkolwiek trzeba przyznać, że ubiegłoroczna edycja była najbogatsza w historii festiwalu. Dzięki Bożej Opatrzności i życzliwości ludzkiej udało się rzeczywiście stworzyć tak szerokie spectrum oferty programowej, że mogliśmy wyjść naprzeciw oczekiwaniom wszystkich melomanów. Odbywały się rozmaite koncerty - zawsze powtarzam, że trzon festiwalu stanowią solowe recitale organowe - ale były także koncerty kameralne, był koncert muzyki dawnej, zarówno na kopiach jak i na oryginalnych instrumentach z epoki, a także koncerty kantatowo – oratoryjne. Stałym elementem tego festiwalu stała się prowadzona przez profesora Juliana Gembalskiego wycieczka szlakiem śląskich organów, jak i koncerty promocyjne studentów i uczniów szkół średnich. Po raz pierwszy w zeszłym roku poszerzyliśmy tę formułę o koncert promocyjny diecezjalnej szkoły organistowskiej II stopnia. Ponadto mogliśmy zrealizować punkt typowo edukacyjny - w formie prelekcji, pokazu, zrobiliśmy spotkanie dla uczniów szkół ogólnokształcących – Organy królem instrumentów. W obecnej edycji, nad czym w tym roku bardzo ubolewam, musieliśmy to skreślić z powodu znacznie skromniejszego budżetu.

Marek Lyszczyna: Wspomniana wycieczka, w której przewodnikiem jest profesor Julian Gembalski jest już stałym punktem programu festiwalu. Czy Śląsk, Górny Śląsk, jest miejscem wyjątkowym jeśli chodzi o te instrumenty?
Wojciech Różak: Jest specyficznym regionem. Obfituje w wielką ilość instrumentów zachowanych w miarę w oryginalnym stanie, głównie z okresu postromantycznego lub wkraczającego w dwudziestolecie międzywojenne, w którym w całej Europie panował prąd zwany Orgelbewegung. Instrumenty te, Bogu Dzięki, zostały u nas w regionie w większości przypadków zachowane w stanie oryginalnym. W Niemczech, zwłaszcza zachodnich, gdzie kościół dysponował pokaźnymi środkami finansowymi, te historyczne instrumenty były usuwane ze świątyń i zastępowano je instrumentami neoklasycznymi, które teraz z kolei zastępuje się kolejnymi nowymi instrumentami. Na Śląsku nasycenie tego instrumentarium organowego jest po prostu wyjątkowe. Kierując się dalej, w stronę Opolszczyzny czy Dolnego Śląska, możemy spotkać instrumenty z epoki baroku, co sprawia, że zachowane instrumentarium jest imponująco bogate. Myślę, że dobrobyt tworzy pewnego rodzaju fanaberię. W Polsce po wojnie nie było tego rodzaju dylematów, więc nie podejmowano prac konserwatorskich, co było w mniejszym stopniu szkodliwe, niż dobrobyt i uznanie ich za bezwartościowe.

Marek Lyszczyna: Badając to dziedzictwo, na przykład obserwując w katowickim Muzeum Organów nieraz cudem uratowane elementy organów, można dojść do wniosku, ze to dziedzictwo niszczeje. Tymczasem, z tego co Pan mówi, nie jest tak źle.
Wojciech Różak: Nie jest tak źle, ale nie należy popadać w zachwyt, jest naprawdę jeszcze wiele do zrobienia w materii prac konserwatorskich i remontowych czy rekonstrukcyjnych.

Marek Lyszczyna: Muzyka organowa to nie tylko wspaniałe, wielkie instrumenty, ale także kameralne, takie jak pozytyw czy regał. W zasadzie na festiwalu nieobecne.
Wojciech Różak: Tu się Pan myli. W zeszłym roku ten instrument był obecny aż trzykrotnie. Regał jest specyficznym instrumentem i jest do specyficznej muzyki stworzony. Natomiast, jeśli chodzi o pozytyw organowy, zawsze w dziełach kantatowo-oratoryjnych pełni on rolę continuo. Wiadomo, bywało różnie, przeżywaliśmy już takie edycje, gdzie filharmonia nie miała instrumentu i podsyłała nam jakiś - jak to nazywam "elektroniczny parapet"... [śmiech]. W tej chwili jest już kilka tych instrumentów, kilka instytucji na Śląsku, Dolnym i Górnym i zakupiło wysokiej klasy pozytywy. W dziełach kantatowo-oratoryjnych z reguły do realizacji basso continuo jest przypisany pozytyw, ale nie tylko, w rozbudowanych składach wzmacnia się pozytyw klawesynem czy nawet teorbanem, wszystko zależy od specyfiki dzieła. Coraz rzadziej też zastępuje się pozytyw klawesynem w niewielkich składach.

Marek Lyszczyna: Muzyka organowa jest nierozerwalnie połączona z pewnymi wartościami: przynależy do sfery sacrum. Dzisiaj te wartości często są atakowane.
Wojciech Różak: Ja myślę, że tu trzeba trochę szerzej spojrzeć na ten problem, to znaczy współczesna muzyka organowa mimo wszystko jest związana dość mocno z Kościołem. Można by tu wspomnieć chociażby sylwetkę francuskiego kompozytora Oliviera Messiaena, który mówił o sobie, że jest kompozytorem wiary, nadziei i miłości. Cała jego twórczość jest twórczością religijną. Generalnie wielu kompozytorów francuskich, jak chociażby Maurice Gustave Druflé czy Jean Langlais, to byli muzycy związani z Kościołem Katolickim, w których twórczości muzyka religijna zajmuje pokaźne miejsce. Nurt francuskiego symfonizmu organowego spowodował rozpowszechnieni formy recitali organowych, dzięki czemu forma ta znalazła swoje miejsce w salach koncertowych, czego nigdy wcześniej nie było. Oczywistym miejscem spotkań z muzyką organową był wcześniej kościół. Ponadto żadna z innych dziedzin muzyki poza muzyką kantatowo-oratoryjną nie posiada takiego sacrum jak muzyka organowa.

Marek Lyszczyna: Jest Pan dyrektorem i twórcą tego festiwalu. Jak Pan wyobraża go sobie za dwadzieścia czy pięćdziesiąt lat? W jakim kierunku on zmierza?
Wojciech Różak: Nie wyobrażam sobie, bo żyjemy z dnia na dzień... jutro może kogoś z nas zabraknąć, życie toczy sie swoim torem, dziś wyjątkowo szybko. Życzeniem, moim, takie stwierdzenie będzie właściwsze, jest to, żeby ta impreza była kontynuowana, żeby uświadamiała zarówno wartość muzyki kantatowo-oratoryjnej jak i organowej. Żeby ten festiwal trwał i przynosił dobre owoce. Mam nadzieję, że już przynosi. Jeśli chodzi o publiczność festiwalu to widzimy, że przez te dwadzieścia pięć lat poczyniła ogromny krok, jeżeli chodzi o odbieralność tego typu muzyki. Została w jakiś sposób wychowana w tym duchu i myślę, że jest to krok w dobrym kierunku.

Marek Lyszczyna: Pan również jest organistą. A gdyby miał Pan wybrać inny instrument?
Wojciech Różak: Trudno powiedzieć.... jestem też klawesynistą, a zawodowy tytuł muzyka w szkole średniej uzyskałem w klasie fortepianu. Nie pomniejszam roli tego instrumentu, bo praca z fortepianem dala mi bardzo dużo, przede wszystkim w zakresie techniki, która jest bardzo potrzebna w muzyce organowej i klawesynowej. Natomiast myślę, że mimo wszystko pozostałbym wierny organom i klawesynowi. Oczywiście, fascynuje mnie wiele instrumentów, całe bogactwo brzmienia, orkiestry, chóru, głosu ludzkiego jako doskonałego prototypu wszelkich instrumentów... Natomiast jeżeli chodzi o mnie - nie będę oryginalny, powtórzę słowa Cesara Francka – moje organy to moja orkiestra. To było jego powiedzenie i myślę, że ten instrument daje naprawdę wiele, naprawdę szerokie możliwości, szerokie spectrum brzmienia, które po prostu warto pokazać innym.

 

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii w celach reklamowych, statystycznych oraz w celu dostosowania serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też korzystać z nich współpracujący z nami reklamodawcy oraz firmy badawcze.

Korzystanie ze strony oznacza wyrażenie zgody na zapisywanie plików cookies w pamięci Twojej przeglądarki. Więcej o naszej polityce prywatności oraz zmianie ustawień przeglądarki dowiesz się tutaj.