PORTAL KATOWICKI

INFORMACJE KULTURALNE

Menu

Magia klawesynu, czyli Marek Toporowski oraz Śląska Orkiestra Kameralna w ramach II Katowickich Dni Henryka Mikołaja Góreckiego

  • Dodano:
  • Autor: Marek Lyszczyna
  • Kategoria: Muzyka

Marek Toporowski - FŚListopad to niezwykle ważny miesiąc dla miłośników muzyki Henryka Mikołaja Góreckiego. W oczekiwaniu na polską premierę IV Symfonii kompozytora górnośląscy melomani mogą obcować z jego muzycznym dziedzictwem za sprawą II Katowickich Dni Henryka Mikołaja Góreckiego, których organizatorem i gospodarzem jest nosząca jego imię Filharmonia Śląska.

W ramach tego przedsięwzięcia zaplanowano dziewięć spotkań z muzyką zmarłego w 2010 roku kompozytora. Wczoraj, 15 listopada, uczestniczyłem w jednym z nich, który w sposób szczególny zainteresował mnie swoim programem. Tego wieczoru zaplanowano wykonanie trzech utworów – Orawy Wojciecha Kilara, Koncertu na klawesyn i orkiestrę smyczkową Henryka Mikołaja Góreckiego oraz Serenadę Es-dur na orkiestrę smyczkową Josefa Suka. Osobiście najbardziej intrygował mnie oczywiście Koncert klawesynowy, utwór wybitny, wykorzystujący możliwości tego instrumentu w niespotykany dotąd sposób. Elżbieta Chojnacka, której utwór ten został dedykowany, powiedziała mi kiedyś na spotkaniu w Bibliotece Polskiej w Paryżu, że stroni od nurtu interpretacji historycznej i ceni tę kompozycję właśnie za nowy kontekst wykorzystania brzemienia instrumentu kojarzonego dotychczas głównie z muzyką barokową. Tym bardziej byłem zatem ciekaw interpretacji Marka Toporowskiego, znakomitego klawesynisty związanego z katowicką Akademią Muzyczną, wirtuoza oraz teoretyka znanego szerokiemu śląskiemu środowisku akademickiemu chociażby z wykładów Seminarium A Due. Marek Toporowski reprezentuje jednak nieco odmienny nurt praktyki wykonawczej niż Elżbieta Chojnacka, jest bowiem zwolennikiem poszukiwania autentycznego, historycznego brzmienia muzyki klawesynowej.

Jako dodatkowy kontekst w pamięci wielu melomanów zapewne funkcjonuje również ubiegłoroczne wykonanie Koncertu Klawesynowego w interpretacji Anny Góreckiej, które miało miejsce w trakcie obchodów 148 rocznicy nadania praw miejskich Katowicom. Miałem również przyjemność wysłuchania wtedy tego koncertu, który odbył się w sali katowickiej Akademii Muzycznej. Wtedy jednak instrumentem solowym wbrew pierwotnej intencji kompozytora nie był klawesyn, lecz fortepian. Zmiana ta pozwoliła jednak wydobyć nowe waloru tego utworu, co było niewątpliwie zasługą występującej wówczas solistki.

SOK Robert KabaraWracając jednak do sobotniego koncertu w Filharmonii Śląskiej, początek wieczoru rozpoczął się dość zaskakująco. Śląska Orkiestra Kameralna pod dyrekcją Roberta Kabary rozpoczęła występ od... Serenady Es-Dur Josefa Suka, w miejsce zaplanowanej początkowo Orawy. Kolejność utworów do końca pozostała zmieniona, w następnej kolejności wykonano bowiem kompozycję Góreckiego, a wieczór zakończyły dźwięki Orawy.

Zmiana kolejności wykonywanych kompozycji w żaden sposób nie zaważyła jednak na odbiorze muzycznych wrażeń. Serenada bowiem przygotowała doskonale słuchaczy do wejścia w odpowiedni nastrój przed prawdziwą muzyczna ucztą, jaką jest najbardziej znany koncert Henryka Mikołaja Góreckiego. Neoromantyczne brzmienie utworu czeskiego kompozytora zbliża się chwilami do łagodnej estetyki Gustava Mahlera, otwierając umysł słuchaczy na mające za chwilę nastąpić muzyczne doznanie.

Następnie na scenę wszedł długo przeze mnie oczekiwany Marek Toporowski. Hipnotyzujące dźwięki klawesynu rozległy się po sali Filharmonii Śląskiej. Kompozycja patrona katowickiej Filharmonii ma w sobie coś magicznego, zaklinającego rzeczywistość w sposób niedostępny większości utworów muzycznych. Genialna prostota tych dźwięków wprowadza słuchaczy w jakiś trudny do opisania trans. Interpretacja Marka Toporowskiego nie tylko w niczym nie uchybiła tej magii, ale wręcz wyniosła ją na artystyczne wyżyny, nie ujmując oczywiście innym wykonawcom.

Dlatego dziwi mnie, że zgromadzona w sobotę w Filharmonii Śląskiej publiczność pozwoliła wirtuozowi oraz towarzyszącej mu, jak zawsze doskonałej, Śląskiej Orkiestrze Kameralnej pod dyrekcją Roberta Kabary zejść ze sceny bez bisów. Mając przed sobą artystów takiej klasy, tak wspaniałą kompozycję i na dodatek instrument tak rzadko w dzisiejszych czasach widywany na scenach, trudno mi znaleźć wytłumaczenie. Potencjalne bisy Marka Toporowskiego oraz towarzyszących mu kameralistów pozostaną na zawsze w muzeum utraconych szans. Dziwne tym bardziej, że spodziewałem sie, iż na koncercie w ramach Dni Henryka Mikołaja Góreckiego pojawią się raczej melomanii miłujący jego muzykę i pragnący jej słuchać.

Niewielka próba rehabilitacji została podjęta przez publiczność po wykonaniu Orawy Wojciecha Kilara. Kompozycji tyleż popularnej, co efektownej, stanowiącej piękne uzupełnienie stylu prezentowanego wcześniej koncertu Henryka Mikołaja Góreckiego. Bis ostatniej części Orawy, jakkolwiek Robert Kabara wykrzesał z niej w jakiś cudowny sposób jeszcze doskonalsze brzmienie, niż w trakcie regularnego wykonania, nie zapełnił uczucia niedosytu, które pozostało we mnie po fantastycznej grze Marka Toporowskiego.

Przed nami kolejne koncerty w ramach II Katowickich Dni Henryka Mikołaja Góreckiego. Już w najbliższą środę odbędzie się wyjątkowy koncert w starym budynku Biblioteki Śląskiej, którego gospodarzem będzie Violetta Rotter - Kozyra, autorka filmu dokumentalnego o kompozytorze, a gościem specjalnym będzie Jadwiga Górecka, małżonka zmarłego cztery lata temu kompozytora.

 

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii w celach reklamowych, statystycznych oraz w celu dostosowania serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też korzystać z nich współpracujący z nami reklamodawcy oraz firmy badawcze.

Korzystanie ze strony oznacza wyrażenie zgody na zapisywanie plików cookies w pamięci Twojej przeglądarki. Więcej o naszej polityce prywatności oraz zmianie ustawień przeglądarki dowiesz się tutaj.